Promocja!

Kontynenty nr 45

Od 19,99 

W tym wydaniu m.in.:

W Akrze, stolicy Ghany, przyglądamy się jednemu z największych second handów świata: Kantamanto Market. Płyniemy w łodzi mokoro rzeką Okawango w Botswanie i w canoe rzeką MacKenzie, w stronę Oceanu Arktycznego. Zgłębiamy tajemnice twierdzy Sacsayhuamán strzegącej Cusco, dawnej stolicy Inków, i mrocznych trzech światów syberyjskich szamanów. Wchodzimy na szlak w Rumunii i w Norwegii, a swoją drogą, poza szlakami, idziemy po pograniczu gruzińsko-turecko-armeńskim. Przemierzamy ścieżki nieznane w miejscach znanych: na Korsyce, w Paryżu, w Lozannie, w Budapeszcie, a nawet w podwarszawskim Brwinowie. 

Przeczytaj fragment w PDF: tutaj

To i wiele więcej w najnowszym wydaniu „Kontynentów”!

Kategorie: , Znaczniki: ,

Opis

Format: 125×195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 342

W tym numerze m.in.:

Anna Olej-Kobus, Botswana. Okawango, rzeka życia
Rozpaczliwy kwik rozdarł noc. Zamarłam, nasłuchując. Co to było? Przez dłuższą chwilę leżałam w śpiworze i usiłowałam przypisać dźwięk do znanych mi zwierząt, ale nie pasował do nikogo. Zagadka wyjaśniła się o świcie.

Jacek Poremba, Ghana. Śmieci świata.
W stolicy Ghany Akrze działa jeden z największych second handów na świecie: Kantamanto Market. Oprowadzał mnie po nim jego założyciel i mózg Yayra Agbofah.

Mirosław Rajter, Peru. Forteca Sacsayhuamán
Widziana z góry, przypomina paszczę pumy, 22 zygzaki murów obronnych to jej zęby. Twierdza Sacsayhuamán od wieków strzeże leżącego 300 metrów niżej, w dolinie, miasta Cusco, dawnej stolicy Imperium Inków.

Michał Łukaszewicz, Kanada. Pierwiastek Sm
Canoe było dużo większe, niż się spodziewałem – mierzyło 17,6 stóp, czyli pięć i pół metra. Wykonane z włókna szklanego, ważyło 34 kg. Leżało na ziemi do góry brzuchem. Przejechałem dłonią po jego smukłej, żółtej powierzchni, niejako witając się z obiektem, który tak bardzo chciałem oswoić. Pierwszy raz widziałem canoe na żywo. Jutro popłynę nim – razem z Karoliną – w stronę Oceanu Arktycznego wzdłuż rzeki MacKenzie.

Lidia Russell, Kanada. Być w Banff. Zapiski z Canadian Rockies
Stoimy nad ciemnoszafirową taflą z lodowcem w tle przemoknięci do suchej nitki. Woda ścieka z nas i z wszystkiego wokół jak podczas potopu. Wpatrujemy się w rytmiczne drobne fale, gęste uderzenia deszczu wystukują wzory na wodzie. Nasłuchujemy grzmotów. Podczas burzy, jak wiadomo, nie należy chować się pod drzewa. Problem polega na tym, że na szlaku Lakeshore wokół Moraine Lake prawie nie ma przestrzeni bez drzew. Przyspieszamy kroku. Niebo jest ciemnoszare. Woda leje się z niego strugami i chyba już nigdy nie przestanie. Jesteśmy szczęśliwi. Uśmiechamy się przez spływający po policzkach deszcz. 

Katarzyna Nizinkiewicz, Kaukaz. Erusheti
Nad doliną wisi mgła, wysoki Kaukaz pokrywa świeży śnieg. Łagodne, pocięte kanionami pagórki mają w sobie trudne do pokazania piękno. Są monotonne, prawie monochromatyczne, a można na nie patrzeć bez przerwy. Patrzeć z zachwytem.

Katarzyna Majewska, Tbilisi. Gdzie jest wschód
Miasto. Odurzone spalinami, dymem papierosów, dymem szaszłyków w podwórkach, w parkach, na balkonach. Odurzone zbytkiem słów. Zaklęte pozorem działań, szukające siebie. Dopóki nie znikną detale, jest tym, czym było, jeszcze podobnym do własnych wspomnień.

Witold Gapik, Azerbejdżan. Podróż do źródła wiecznego życia
– Jest w naszym kraju pozostałość rajskiego ogrodu – mawiał kawkazowied Oktay Rzaev. Opowiadał o wzgórzach pokrytych cytrusowymi sadami, o plantacjach aromatycznej herbaty oraz o gajach drzew żelaznych, dzięki którym saksofon jest instrumentem dętym drewnianym. W owej bajkowej krainie na południowym wschodzie Azerbejdżanu mieli rodzić się ludzie, dla których stuletnie życie to stanowczo za mało. Zapragnąłem doświadczyć tego wszystkiego własnymi zmysłami. Powiedzieć „sprawdzam”, choć podświadomie wiedziałem, że jego słowa to najczystsza prawda.

Andrzej Dybczak, Syberia. Las duchów
Jest świat środkowy, w którym żyjemy. Żeby go opuścić, trzeba umrzeć. Jest świat dolny – świat magii, duchów dobrych i złych, przez który płynie siedem szamańskich rzek. Na ich brzegach szamani ożywiają swoje bębny, odnajdują swoich pomocników. I jest świat górny. Tylko najsilniejsi tetypy, szamani, umieli się do niego dostać. Potrzebowali do tego skrzydeł.

Marco Polo, Indie. Święty Tomasz i kraina braminów
Wiedzcie, że w domach ich [braminów] łażą pewne zwierzątka zwane tarantule, podobne do jaszczurek, wspinają się one na mury. Ukąszenie tych tarantul jest jadowite i ciężko rani ludzi, którzy się na to ukąszenie narażą. Wydają głos, jakby mówiły „cis”, i tak się odzywają. Z tych tarantul tak sobie wróżą: Jeśli w jakimś domu, gdzie są tarantule, dwóch zawiera jakiś układ handlowy i w czasie rozmowy jakaś tarantula nad nimi zakrzyknie, zaraz wypatrują, z jakiej strony – czy to kupującego, czy sprzedającego, czy z lewa, czy z prawa, czy z przodu, czy z tyłu, czy też nad głową i w ogóle w jakiej stronie. Gdy handlują w domu czy na dworze i zobaczą pełzającą tarantulę – których jest tam bardzo wiele – każdy patrzy, czy idzie od strony, która wydaje się dlań pomyślna, i natychmiast towar zakupuje; jeśli tarantula nadchodzi ze strony niewłaściwej, niecha towaru i nie kupuje go. Wiedzą oni, co wróży dobrze, a co źle, wiedzą, kiedy wróżba jest dobra dla sprzedającego, a zła dla kupującego lub kiedy zła dla sprzedającego, a dobra dla kupującego, kiedy pomyślna dla obu albo zła. I stosownie do tego postępują. Mają w tym doświadczenie.

Ewa Chwałko, 1400 kilometrów wędrówki przez siedem ziem Rumunii
Via Transilvanica – ładnie i po rzymsku nazwali ten szlak długodystansowy jego twórcy, Stowarzyszenie Tășuleasa Social. Jest młody – został opracowany i oznakowany w 2022 roku. Poprowadzony południkowo i można iść – jak kto woli – z północy na południe lub odwrotnie. Liczy ponad 1400 kilometrów. Wiedzie głównie Wyżyną Transylwańską, ale także górami: na południu Rumunii – Cernei, Mehedinți, Banackimi, zaś na północy – Górami Kăliman i pasmami Karpat biegnących przez dwie historyczne krainy Mołdawię i Muntenie (Wołoszczyznę). Przeszłam.

Jędrzej Józefowicz, Norwegia. Płaskowyż reniferów i polarników
Czy męczyła Was kiedyś, przez długi czas, myśl, że musicie coś zrobić? I czy ta myśl pojawiała się codziennie rano, krótko po przebudzeniu? Czy szła z Wami na zakupy, pod prysznic i do znajomych? Tak czy nie? Bo mnie tak. I nie odeszła zbyt prędko. Męczyła przez dwa lata. Wiecie, jak się nazywała? Hardangervidda. Wiem, niezbyt ładnie. Pewnie już połamaliście sobie język. 

Maria Renaud, Korsyka. Oczy świętej Łucji i inne czary
Majestatyczna wyspa dumnie piętrząca się ponad taflą Morza Śródziemnego skrywa tysiące tajemnic utkanych z wierzeń, mitów i legend, które były przekazywane z dziada pradziada. Dziwne rytuały, modlitwy i przesądy to tylko część bogatego folkloru.

Piotr Korybut-Kotulewski, Paryż. Bazar de la Charité w ogniu
Miasto świateł, stolica świata, salon Europy – Paryż zasłużenie czy też nie, określany jest wieloma zwrotami, które podkreślają jego niezwykłość. Odwołują się do tych epizodów z historii miasta, które przynosiły mu chwałę i zaświadczają o najlepszych momentach rozwoju stolicy Francji. Ale nie tylko z takich chwil składał się Paryż. Jego dzieje to też tragiczne epizody, o których najchętniej wszyscy w mieście by zapomnieli, nie mówiąc już o tym, że daliby dużo, żeby się w ogóle nie zdarzyły.

Albert Pielak, Lozanna. Przestrzeń uwierszowiona
W czerwcu 1839 roku Mickiewicz opuszcza Paryż, aby udać się raz szósty do Szwajcarii. Przyczyna tej podróży była zupełnie inna od poprzednich. Nie dyktowała jej chęć wypoczynku, złożenia przyjaciołom wizyt czy też znalezienia się bliżej nieba, ponad zdobyte przed laty Rigi (1797 m n.p.m.). Była po to, aby wrosnąć mową i pismem w Lozannę, wypełniając rolę społeczną, która przedtem nie była udziałem poety. Droga trwała tydzień, dyliżansem, z dłuższymi postojami w Dijon i Besançon.

Max Cegielski, Budapeszt. Zamek, czyli historia w służbie władzy
Otwieram na oścież wielkie okna, piszę z widokiem na kasztanowce oraz bastiony murów obronnych wzgórza Budy.

Ścieżki mazowieckie. W stronę Brwinowa
Bażant przebiegł nam drogę. Kilkaset metrów dalej skończyły się pola, wjechaliśmy w środek miasta. I było jeszcze dziwniej.

…i wiele innych opowieści.

Informacje dodatkowe

Wariant zakupu

Kontynenty z cegiełką (wersja drukowana i cyfrowa), Wersja cyfrowa PDF, wersja drukowana