Promocja!

W stronę Kolosów

36,90 

W tej książce przewodnikami po świecie są uczestnicy Kolosów, czyli Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów. Zabiorą Was, Drodzy Czytelnicy, w podróż ekstremalną – na krańce wyobraźni. Poprowadzą sobie tylko znanymi ścieżkami na niedostępne szczyty, zawiodą na szlaki Gór Skalistych, bezdroża Armenii i bagniska Szkocji. Oddadzą pod opiekę japońskich mnichów pielgrzymujących do 88 świątyń. Przeprawią przez zamarzniętą rzekę w Himalajach i nauczą układać dzień swój powszedni w bezlitosnej Antarktyce. Odsłonią przed Wami tajniki morskiej głębi i bezkresnej pustyni. Pokażą Namibię z góry, Gruzję od środka i – nowe wyspy na Bałtyku. Przeprowadzą przez kolczaste druty w kongijskiej dżungli i przez świat galleros – organizatorów walk kogutów w Gwatemali. A przede wszystkim udowodnią, że KAŻDY ma swoje czterdzieści sześć – a może pięćdziesiąt – Schodów, które MOŻE pokonać.

Reportaż, relacja z podróży, proza literacka, dziennik. A kryterium ich doboru? Proste, jak to w „Kontynentach”: liczy się opowieść.

Zatem:

Tu opowiada się o wyczynach.

Tytuł: W stronę Kolosów. Opowieści podróżne

Autorzy: Marek Kamiński, Agna Bielecka, Kamila Kielar, Agnieszka Dziadek, Arun Milcarz, Piotr Tomza, Anna Grebieniow, Bogusław Hynek, Anna Olej-Kobus, Dominik Szmajda, Katarzyna Nizinkiewicz, Krzysztof Story, Anita Demianowicz, Marcin Jamkowski, Magdalena Konik, Mateusz Waligóra

Okładka miękka ze skrzydełkami, 125×195 mm
Liczba stron: 228
Numer ISBN: 978-83-961233-4-3
Cena okładkowa 39,90 zł

Kategoria:

Opis

FRAGMENTY

Gdy z Wojtkiem Moskalem szliśmy na Biegun Północny, po 100 kilometrach straciliśmy nadzieję, że dojdziemy. Mieliśmy zapas jedzenia i paliwa na 70 dni, a przez pierwsze 36 dni uszliśmy niewiele ponad 100 kilometrów. Do Bieguna pozostawało jeszcze 770 kilometrów, a myśmy zużyli już połowę zapasów… Racjonalnie patrząc, nie mieliśmy żadnych szans, żeby dotrzeć na Biegun.

I wtedy przypomniało mi się, że kiedyś pewna dziewczyna powiedziała mi o słowie timshel.

Marek Kamiński, fragment opowieści pt. „Możesz” zamieszczonej w zbiorze „W stronę Kolosów”

Gdybyś mógł się narodzić po raz wtóry, które miejsce być wybrał?

Gdańsk.

Którego miejsca na swoje powtórne narodziny byś nie wybrał?

Podążam za przeznaczeniem.

Gdzie chciałbyś umrzeć?

W drodze.

Miejsce, w którym jeszcze nie byłeś, a chciałbyś.

Biegun Południowy Marsa, na Ziemi Biegun niedostępności.

Miejsce, którego odwiedzić nie chcesz.

Cały świat jest moim domem.

Marek Kamiński, fragment Kwestionariusza podróżnego „Kontynentów” zamieszczonego w zbiorze „W stronę Kolosów”

=================

Dolina Indusu, nieco oddalona od miasta, wiła się między nagimi skalistymi zboczami stromych gór. Latem dolina była bujnie zielona – podobnie jak irygowane miasto, które widziane z samolotu było plamą zieleni w suchym, skalistym krajobrazie. Miasto – gwarne i niezwykle ludne w sezonie letnim – zobaczyłam jednakże dopiero po powrocie z Nuna. 

Nun, a w zasadzie Kun-Nun – bo te dwa bliźniacze szczyty często wymienia się razem – wznoszący się na wysokość 7135 m n.p.m. to najwyższy szczyt Ladakhu – historycznego himalajskiego królestwa (obecnie w stanie Dżammu i Kaszmir w północno-zachodnich Indiach). Sam szczyt jest położony w zachodnich Himalajach na południu malowniczej doliny Suru.  Najbliższą aglomeracją jest drugie co do wielkości miasto Ladakhu – Kargil, oddalone od Leh o ponad dwieście kilometrów. Prawie o połowę mniej kilometrów jest do Skardu, w którym również znajduje się duże, cywilne lotnisko. Jest tylko jeden problem:  Skardu, choć historycznie to część Ladakhu, jest de facto częścią Pakistanu, a Kargil znajduje się w Indiach. Drugiego sierpnia wyruszamy więc samochodem z Leh do Kargil, czeka nas cały dzień podróży. Pierwszy przystanek – około trzydziestu kilometrów na zachód od Leh, w miejscu, gdzie rzeka Zanskar wpada do Indusu – prowokuje wspomnienia, które przenoszą mnie cztery i pół roku wstecz w zimowy mroźny poranek na zamarzniętej rzece…

Agna Bielecka, fragment opowieści pt. „Nad Zanskarem. Lato, zima, lato” zamieszczonej w zbiorze „W stronę Kolosów”

Miejsce, do którego lubisz wracać.

Nepal i Indie. Wiem, że ciężko tam mieszkać, ale gdy długo nie ma mnie w Indiach lub Nepalu, zaczynam trochę tęsknić.

O czym marzysz najczęściej, będąc w drodze?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. W drodze chyba jestem za bardzo skupiona na tu i teraz, żeby marzyć.

Za czym tęsknisz w podróży?

Za polskimi przysmakami: chlebem, kiszonymi ogórkami, barszczem i bigosem i za bliskimi – jeśli ich ze mną nie ma.

Jaką jedną książkę, jeden film, jeden obraz albo jedną płytę zabrałabyś na bezludną wyspę?

„Autostopem przez Galaktykę” – trylogia w pięciu częściach Douglasa Adamsa.

Agna Bielecka, fragment Kwestionariusza podróżnego „Kontynentów” zamieszczonego w zbiorze „W stronę Kolosów”

=================

Zaczynam na środku pustyni Chihuahua w stanie Nowy Meksyk. Dwudziestego siódmego kwietnia, godzina jedenasta. Wyruszam w drogę.

Za sobą zostawiam rozlatujący się płot z drutu kolczastego, strzegący granicy z USA. Przede mną rozciąga się wielka połać żwirowej pustyni, której monotonię przerywają wyrastające tu i ówdzie rzędy skalistych wzgórz. Niewiele tu roślin, tylko krzewy o drobnych srebrnych liściach i kaktusy. Teraz jest wiosna i właśnie zakwitają czerwone, żółte i purpurowe kwiaty kaktusów. Jest bardzo gorąco, pot wysycha momentalnie na wietrze. Zasycha mi w gardle, co jakiś czas pociągam łyk z butelki. Oszczędzam wodę, ale liczę na depozyt, jaki na odcinku, który powinien zająć cztery dni, pozostawiono dla wędrowców. Dalej już depozytów nie będzie.

A niech to… przegapiłam pierwszy depozyt! Do następnego rana musi wystarczyć nieco ponad pół litra pozostałe w butelce. Później z brakiem wody borykam się prawie każdego dnia. Głównym źródłem życiodajnego płynu są poidła dla bydła i wstrętne studzienki obudowane blachą falistą. Codziennie muszę się nad nimi pochylać i czerpać wodę spomiędzy kłębków glonów i pływających na powierzchni utopionych ciem o brązowych i zielonych skrzydełkach. Wód płynących tutaj nie ma. Czasem spotykam brudne bajoro, w którym kąpią się krowy, gapiąc się na mnie tępo. 

Nowy Meksyk dłuży się nieznośnie. Wędruję nudnymi drogami w opustoszałym krajobrazie, otoczona obłokami pyłu. Na stopach pojawiają się ciągle nowe pęcherze, skóra jest sucha, pęka i krwawi. Nocą dobiega wycie kojotów. W dzień towarzyszy mi świst wiatru przeciskającego się przez gąszcz kaktusów i juk. W takim gąszczu spotykam grzechotnika. Słyszę go dopiero, kiedy do niego podchodzę: wielka, gruba bestia z cętkami na grzbiecie mocno potrząsa ogonem zakończonym pierścieniem grzechotek. Na podstawie ich liczby szacuję, że ma już za sobą dziesięć udanych sezonów łowieckich…

Wreszcie na horyzoncie pojawia się upragniony widok – Góry Skaliste. Z początku są łagodne, rzadko wznoszą się wyżej niż trzy tysiące metrów nad poziomem morza. Zielone pasma to łąki i lasy. 

Dwudziestego siódmego maja osiągam granicę Kolorado.  To najszczęśliwszy dzień całej wyprawy – koniec męczącej monotonii Nowego Meksyku. Po drugiej stronie przełęczy Cumbres Pass leży Kraina Śniegu.

Agnieszka Dziadek, fragment opowieści pt. „Dziewięć i pół miliona kroków od Meksyku do Kanady” zamieszczonej w zbiorze „W stronę Kolosów”

Miejsce, w którym jeszcze nie byłaś, a chciałabyś.

Babia Góra.

Miejsce, którego odwiedzić nie chcesz.

Mount Everest.

Miejsce, do którego lubisz wracać.

Śląsk Cieszyński. Dom.

O czym marzysz najczęściej, będąc w drodze?

O ciepłej wodzie i prysznicu. Wyobrażam sobie zapach mydła.

Za czym tęsknisz w podróży?

Tęsknię za tym samym, o czym marzę – a więc za ciepłą wodą i prysznicem.

Jaką jedną książkę, jeden film, jeden obraz albo jedną płytę zabrałbyś na bezludną wyspę?

„Pippi na Południowym Pacyfiku”.

Agnieszka Dziadek, fragment Kwestionariusza podróżnego „Kontynentów” zamieszczonego w zbiorze „W stronę Kolosów”

=================

Najczęściej pytają o to: po co? Po co przeszedłem Gobi. Często pytają o dzieci, bo ruszam w miejsce, gdzie życie od śmierci potrafią dzielić sekundy, gdzie najmniejszy błąd może sprawić, że na popełnienie kolejnych nie będzie już nigdy okazji. Nie wiem. Szukam schronienia w słowach innych. Raz, że wygodnie, a dwa, że nie znam oczekiwanych ode mnie odpowiedzi. Fryderyk Nietzsche: „A ci, którzy tańczyli, zostali uznani za szalonych przez tych, którzy nie słyszeli muzyki”. Teraz, gdy muzyka nieco przycichła, nawet mnie trudno doszukać się sensu. Przejście 1785 kilometrów przez największą pustynię Azji było szaleństwem. Większym byłoby tylko to, gdybym, wabiony pozornie wygodnym i poukładanym życiem, nigdy nie podjął tej próby. 58 dni samotnej wędrówki to szmat czasu, i gdy tylko głowa stawia pytania, to znak, że wszystko jest w porządku. Nawet jeśli odpowiedzi rozczarowują. No więc po co?

Mateusz Waligóra, fragment opowieści pt. „Pytania o sens. Gobi” zamieszczonej w zbiorze „W stronę Kolosów”

Za czym tęsknisz w podróży?

Za żoną i dziećmi. Zdecydowanie!

Jaką jedną książkę, jeden film, jeden obraz albo jedną płytę zabrałbyś na bezludną wyspę?

Ewangelię świętego Łukasza.

Kogo chciałbyś mieć przy sobie na pustyni/na oceanie?

Boga. Ok, już widzę, że wraz z upływem pytań maluję obraz religijnego fanatyka, ale to nie tak.

Czego szukasz w świecie?

Ciszy.

Lubisz wracać?

Podróże bez powrotu nie miałyby sensu.

Książka/film/muzyka/człowiek – kto/co Cię inspiruje?

Nie wierzę w ludzi bez skaz, ale dokonania takich ludzi jak Nansen, Amundsen, Messner, czy Shackleton sprawiają, że po odłożeniu wieczorem książki jeszcze długo nie mogę zasnąć.

Mateusz Waligóra, fragment Kwestionariusza podróżnego „Kontynentów” zamieszczonego w zbiorze „W stronę Kolosów”

Może spodoba się również…