Zaznacz stronę

Tekst: Szymon Jędrusiak;
Zdjęcia: Tomasz Fedor;

Castillo de Loarre to dziś najsłynniejsza warownia w Aragonii. Turystyczna atrakcja. Prawdziwa gwiazda wśród hiszpańskich zamków. Nie można być w Aragonii i nie zobaczyć Loarre. Skąd ta niezwykła popularność? Odpowiedź na samym końcu.

Aragonia
Aragonia to kraina surowa, zrodzona z gór. Swą nazwę wzięła od potoku – Aragón – spływającego ze zboczy Pirenejów.

Region położony między pirenejskimi szczytami na granicy z Francją a Górami Iberyjskimi na południu przecina Ebro, druga po Tagu najdłuższa rzeka Hiszpanii. Stoki gór zamykających równinę porastają dębowe, sosnowe i bukowe lasy. Górzysty krajobraz uzupełniają jednostajne, popielate, rdzawe, pustynne równiny ożywiane zielonymi obszarami rolniczymi w dolinie rzeki Ebro.  Latem słońce wypala trawy i skórę, a zimą przychodzi mróz i śnieg.

To tu, na północy Aragonii, w początku XI wieku chrześcijańscy władcy podjęli dzieło rekonkwisty na poważnie i ruszyli z impetem na Saracenów – muzułmanów, którzy trzy wieki wcześniej podbili prawie cały Półwysep.

Następujące potem stulecia, aż do schyłku średniowiecza, to okres największej świetności Aragonii. Przesuwana coraz dalej na południe granica z ziemiami opanowanymi przez muzułmanów wymagała wznoszenia licznych warowni.

Loarre
Jedną z nich, perłą i dumą Aragonii, był zamek Loarre. Forteca wzniesiona w I połowie XI wieku z rozkazu Sancho III z Nawarry jest przykładem najlepiej zachowanej budowli militarnej w stylu romańskim.  Zbliżając się do zamku, widzimy najpierw potężne mury podzamcza. Za nimi, wyżej na wzgórzu, wznoszą się stromo do nieba ściany zamku potężniejszego od skał, rozpartego na nich niczym mocarny król na tronie. Jak pyszni musieli być ludzie, którzy tę fortecę wznieśli i ją zamieszkiwali, widząc swoje dzieło tak ogromnym!

W części obronnej fortecy wznoszą się dwie potężne wieże: Torre de la Reina oraz ponaddwudziestometrowa Torre del Homenaje. To właśnie z ich szczytów roztacza się zapierający dech w piersiach widok na żyzną dolinę Ebro.

 

Kraków – Loarre
Teraz podróżowanie jest banalnie proste. A dawniej? Gdy zamek Loarre był srogim strażnikiem aragońskiej ziemi, a nie turystyczną atrakcją – czy ktoś znad Wisły tu dotarł? A jeśli tak, to w jakim celu? Podziwiać widok na dolinę Ebro? Zwiedzanie miejsc powstałych za sprawą ludzką, a nie boską, prowokuje do stawiania pytań o historię. Trudno się od nich opędzić. Odpowiedzmy więc przynajmniej na to jedno.

Niewolnicy
Powodem pojawienia się pierwszych żydowskich kolonii na piastowskich ziemiach była obsługa dalekosiężnego handlu, którego podstawowym towarem byli niewolnicy. Ci prastarzy krakowscy Żydzi specjalizowali się w zaopatrywaniu krajów islamskich w ludzki towar: tam było zapotrzebowanie, a w krajach słowiańskich – podaż. Brak siły roboczej i rosnąca zamożność muzułmańskich krajów spowodowała popyt na służbę domową, a zaraz potem na niewolnych żołnierzy. Arabscy władcy Andaluzji, Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu tworzyli elitarne oddziały armii składające się w większości z niewolników. Ekspansja islamu otworzyła nieograniczone możliwości zarabiania na handlu ludźmi. Wrogie sobie światy: muzułmański i chrześcijański, potrzebowały neutralnych pośredników w wymianie handlowej. Żydzi nadawali się do tej roli doskonale.

Kolonie kupieckie zakładano tam, gdzie istniały odpowiednie warunki. Ziemie musiał zamieszkiwać lud bitny, toczący niekończące się wojny z sąsiadami, zdolny dostarczyć odpowiednią liczbę jeńców, by zapewnić opłacalność utrzymania kolonii. Drugi warunek to stabilne struktury państwowe, bez których tak skomplikowany handel nie byłby możliwy. Pierwsze kolonie żydowskie w naszej części Europy powstały więc w Kijowie, Pradze i Krakowie.  Za kupionego w Krakowie niewolnika żydowski kupiec dostawał w Andaluzji dwanaście razy tyle. To był handel!

Niewolnicy we wczesnym średniowieczu, w czasach budowy zamku Loarre i pierwszych latach jego chwały, trafiali zarówno do Maurów, jak i chrześcijańskich władców północy. Zapewne wielu piastowskich mężów walczyło na aragońskiej ziemi. I to po obu stronach.

Cesarzowa Ryksa
Pierwszą kobietą polskiego pochodzenia, która została odnotowana w aragońskich kronikach, była Sancha Kastylijska. A było to tak. Król Kastylii i Leónu, Alfons VII, zostawszy wdowcem, postanowił zawrzeć nowe małżeństwo. W wyniku politycznych targów wybór padł na polską księżniczkę Ryksę (Rychezę?), córkę księcia Władysława II Wygnańca. I tak, w 1152 roku Ryksa, wnuczka Bolesława Krzywoustego, została hiszpańską cesarzową. Gdy Alfons VII zmarł, nasza rodaczka wyszła za hrabiego Prowansji Rajmunda Berengera II, a po jego śmierci – za hrabiego Tuluzy Rajmunda V. Potem słuch po niej zaginął. Ale zostawiła córkę: Sanchę, która jako osiemnastoletnia panna wyszła za króla Aragonii Alfonsa II.

Sancha, już jako królowa Aragonii, uwielbiała podróże, towarzyszyła mężowi wszędzie, gdzie się udawał. Niejeden raz musiała odwiedzić Loarre – zamek ufundowany przez aragońskich władców i chętnie przez nich odwiedzany. Doña Sancha zapisała się w aragońskiej historii zwłaszcza tym, że na wysepce rzecznej obok aragońskiego miasta Sigeny założyła żeński klasztor szpitalniczy. Monasterio de Santa María de Sigena, jedyny klasztor żeński z regułą kawalerów jerozolimskich, odegrał olbrzymią rolę w życiu politycznym Aragonii tamtych czasów.

Paradoks historii: po wielu stuleciach został ograbiony ze wszystkich bogactw podczas inwazji napoleońskiej na Hiszpanię (1808–1814) i był  przez jakiś czas miejscem zakwaterowania polskich uczestników tej kampanii. Czy Polacy na służbie u Napoleona wiedzieli, że założycielką klasztoru była prawnuczka Krzywoustego? Nie wiedzieli tego też zapewne członkowie XII Brygady Międzynarodowej imienia Jarosława Dąbrow- skiego, którzy doszczętnie zniszczyli klasztor podczas hiszpańskiej wojny domowej.

Pielgrzymi
Za plecami Loarre wznoszą się najwyższe szczyty Pirenejów. U ich stóp przebiegał aragoński odcinek drogi pielgrzymkowej do Santiago de Compostela.

A w Aragonii było co podziwiać. Bogate miasta, wspaniałe katedry, potężne warownie, uniwersytety.

Przez wieki ciągnęły do Santiago de Compostela rzesze pielgrzymów, także z Polski. Przecież legendę o grobie św. Jakuba znali w średniowiecznej Europie wszyscy.

Wielu podróżników znad Wisły zatrzymywało się w San Juan de la Peña – jednym ze schronisk na pielgrzymim szlaku, zachwycającym urodą klasztorze zbudowanym pod nawisem skalnym. Co zamożniejsi rycerze goszczeni byli zapewne w leżącym nieopodal zamku Loarre.

Ślady naszych rodaków-pielgrzymów możemy znaleźć w aragońskich archiwach. Dzięki specjalnym glejtom, które pielgrzymi musieli sobie wyrabiać, zachowały się niektóre nazwiska. Między innymi Klemensa z Moskorzewa, który przebywał w Santiago de Compostela wiosną 1379 r. Wiemy, że wrócił cały i zdrowy, bo kilka lat później, w 1390 r., dzielnie bronił Wilna przed Krzyżakami. Szacuje się, że do Santiago de Compostela zawitało w tamtych czasach ponad stu Polaków.

Jedynie rycerz Mikołaj z Popielowa, słynny dzięki swym podróżniczym kronikom pół Polak, pół Niemiec, rozczarował się Aragonią, jak zresztą całą Hiszpanią. Zachwyciła go wprawdzie Saragossa, ale reszta krainy już nie. Jak stwierdził: „na wsi aragońskiej więcej jest Saracenów niż chrześcijan”.

Sulimczycy
W Aragonii przebywali też słynni Sulimczycy. Brat Zawiszy, Jan Farurej, bywał na dworze aragońskiego króla, a sam Zawisza Czarny stoczył w Perpignan (wówczas należącym do Korony Aragonii) ów słynny, opisany przez Długosza, pojedynek z Juanem de Aragón. Czy Zawisza przebywał na zamku Loarre? Oczywiście! Tak widział tę warownię:

„Mury okalające podzamcze były solidne, utrzymane w należytym porządku; grube na niemal trzy, cztery łokcie, a wysokie na co najmniej szesnaście. Dałyby odpór każdemu szturmowi, a już na pewno zatrzymałyby bandę Saracenów. Nikt zresztą nie zakładał, że oddział najemników porwie się na bezpośredni szturm. Jeszcze nikomu nie udało się w ten sposób zdobyć twierdzy, nawet potężnym saraceńskim armiom w zamierzchłych czasach. Z uwagi na pochyłość terenu od południa i naturalną zaporę ze skał od północy i zachodu podczas oblegania Loarre nie korzystano nigdy z machin. Od strony głównej bramy płaski grunt pozwalał na użycie tarana, ale olbrzymie wieże strzegące bramy dawały możliwość prowadzenia skutecznej obrony.

W pierścieniu murów znajdowało się dziesięć wież kolistych i jedna czworoboczna. To w nich żołnierze zajmowali pozycje do obrony. Wzdłuż muru od wewnętrznej strony biegło drewniane rusztowanie, którym można było szybko się przemieścić i w razie konieczności prowadzić z niego ostrzał. Od strony podzamcza wieże nie miały ścian: widać było drewniane podesty dzielące każdą z nich na trzy kondygnacje; wchodziło się na nie po drabinie. W wieżach, a także we fragmentach pomiędzy nimi znajdowały się co kilka kroków strzelnice – czyli wąskie prześwity w murze mocno rozszerzające się do wnętrza. Jedna linia strzelnic biegła nad drewnianym rusztowaniem, w połowie muru, druga jakieś trzy łokcie na ziemią. Loarre było twierdzą nie do zdobycia” [fragment pochodzi z powieści Szymona Jędrusiaka „Zawisza Czarny. Aragonia”, Bukowy Las, Wrocław 2017].

Zawisza Czarny jako obrońca Loarre przed saraceńskimi bandami to oczywiście licentia poetica. Wolno autorowi? Wolno! Jeśli w ten sposób buduje sławę tego niezwykłego zakątka aragońskiej ziemi. Marzy mi się, by zamek Loarre zyskał w Polsce taką sławę, jaką ma na całym świecie.

Hollywood
Skąd ta popularność?  Oczywiście dzięki Hollywood. Bo jakżeby inaczej. Za sprawą hollywoodzkiej superprodukcji „Królestwo Niebieskie” Ridleya Scotta. Zamek Loarre zagrał w niej zaledwie epizodyczną rolę, ale to wystarczyło, by stał się najsłynniejszą aragońską warownią. Nikt w Aragonii nie ma za złe reżyserowi, że w jego filmie Loarre udaje francuską warownię, a północna Aragonia – francuską krainę. Wolno autorowi? Wolno! Jeśli tylko ściąga do Aragonii turystów.

Numer 2/2017

Przeczytałeś/aś tekst z numeru 2/2017.

Kup