Zaznacz stronę

Tekst: Szymon Hołownia

Ouagadougou. Wszystkie odcienie żółci, brązów, szarości. Śmieci. Zużyte sprzęty, którym mieszkańcy nadają nowe przeznaczenie. Czy doszło do jakiejś awarii i samolot przymusowo przyziemił gdzie indziej? Czy to na pewno stolica kraju?

Na lotnisku nikt na mnie nie czeka, bo prócz pasażerów, uzbrojonych wojskowych i obsługi lotniska nikt nie ma tu wstępu. Tak jest od 16 stycznia 2016 roku, gdy dżihadyści zaatakowali hotel Splendid i kawiarnię Le Cappuccino, miejsca w samym centrum stolicy chętnie odwiedzane przez gości z Zachodu. Zginęło kilkadziesiąt osób, w większości obcokrajowców. Pierwszy w historii tego kraju zamach terrorystyczny na taką skalę skutecznie odstraszył przyjezdnych i przyczynił się do ostrego hamowania w tym, co przed tragedią, trochę na wyrost, można było nazwać w Burkina Faso społeczno-gospodarczym rozwojem kraju. Wrócił strach.

POD WIATR

Działająca od czterech lat Fundacja Dobra Fabryka realizuje swoje cele w myśl zasady R.W. Emersona: „najlepszą metodą walki ze złym światem jest tworzyć świat dobry”. W Burkina Faso jesteśmy od roku, próbując zwiększyć szanse mieszkańców wioski Gourcy na północy kraju. Życie tu jest niebezpieczne, warunki ekstremalne. Dokuczliwy wiatr harmattan, wiejący od Sahary, potrafi obniżyć wilgotność do 1 proc., przynosi kurz, pył i piach. A bliskość granicy z Mali i Nigrem, gdzie bezwzględne rządy zaprowadzili terroryści z ISGI (Islamic State In Greater Sahara) i wyłoniona z Boko Haram grupa ISWA (Islamic State In Western Africa), sprawiają, że nie zapuszcza się tu nawet burkińska armia. Tu się nie przyjeżdża, stąd się ucieka.

Kilka kilometrów od Gourcy prężnie działają kopalnie złota i kobaltu. Wydobywanie złóż powinno więc być dochodowym zajęciem okolicznych mieszkańców, postawić na nogi region, przyciągnąć kapitał i technologię. Przyciągnęło jednak przede wszystkim oszustów, którzy pod osłoną nocy do eksploatacji wykorzystują bezbronne dzieci. Tony kruszcu wędrują przez sieć pośredników na Zachód.

A pomyśleć, że Burkina Faso znaczy dosłownie „kraj prawych ludzi”.

Do ponadsześćdziesięciotysięcznego miasta Ouahigouya jest z Gourcy zaledwie 40 km. Po tym, jak wzrosła aktywność terrorystów, życie tu zamiera, znikają kolejne hotele i restauracje, a punkty usługowe świecą pustkami. Ludzie tracą pracę i szansę nawet nie na godne życie, ale po prostu na przeżycie. Nic dziwnego, że u wybrzeży Hiszpanii regularnie zatrzymywani są uchodźcy właśnie z Burkina Faso – ci, którym udało się pokonać Saharę, i ci, którzy uciekać musieli. Bo dopóki nie muszą, nie chcą się stąd ruszać: to ich dom, ich ziemia, ich ojczyzna.

WIARA

Nasz projekt od samego początku opierał się na prostej metodzie: trzeba puścić w ruch pewną pulę dobra, by zachęcić do działania małą społeczność z tego zapomnianego zakątka Afryki. Celem fundacji nie jest zbawianie całego świata, ale zmienienie centymetr po centymetrze miejsc, w których dobro może pokonać zło. Nie chcemy lamentować nad tym, że świat bywa zły, okrutny, niesprawiedliwy. Chcemy coś z tym robić. Ośmieleni tym, że dzięki ofiarności tysięcy ludzi udało nam się wyciągnąć z dramatycznej sytuacji finansowej kilka afrykańskich placówek, zdecydowaliśmy, że kolejnym miejscem, w którym chcemy dać ludziom nadzieję, będzie Burkina Faso. Do tej pory Dobra Fabryka przejęła odpowiedzialność za utrzymanie szpitala w równie niebezpiecznej prowincji Demokratycznej Republiki Konga, północnym Kiwu, hospicjum w Rwandzie, jedną z trzech ostatnich wiosek dla trędowatych w Togo i mały ośrodek zdrowia w stolicy kraju Lomé. Wysyłamy również do szkoły i opłacamy posiłki 167 dzieciom w trudnej sytuacji z togijskich wiosek przy granicy z Ghaną. Fundacja Kasisi – nasza pierwsza fundacja – od czterech lat utrzymuje najlepiej zorganizowany sierociniec w Zambii, uznany przez władze państwowe jako wzorcowy dla wszystkich tego typu placówek w kraju. Od kilku lat mieszkańcom Gourcy przygląda się Małgorzata Tomaszewska, wcześniej świecka misjonarka przy Stowarzyszeniu Misji Afrykańskich, od kilku miesięcy pracownik naszej fundacji. W tym czasie poznawała ludzi, rozpoznawała potencjał i kreśliła perspektywy rozwoju niewielkiej wioski. Zaproponowała Dobrej Fabryce zakup zboża, zwierząt i narzędzi, dzięki którym dziesięć najbiedniejszych rodzin mogło zacząć uprawiać ziemię. Zasada jest prosta – po roku każda z rodzin ma oddać to, co dostała, kolejnej potrzebującej rodzinie, a to, co udało się w tym czasie pomnożyć, jest jej zyskiem.

NADZIEJA

Niebawem minie rok od początku projektu. Pierwsze rodziny dzielą się tym, co dostały. Zoinabou miała przez całe życie pod górkę. Urodziła się w Gourcy, wyszła tu za mąż za człowieka, którego głównym zajęciem było sprawianie jej kłopotów. Zdradzał ją z dwiema innymi kobietami. Jedna urodziła dziecko. Zoinabou pękało serce, jednak po śmierci męża i w trakcie ciężkiej choroby matki jego dziecka postanowiła, że łańcuch tragedii w jej rodzinie należy przerwać. Zaopiekowała się małą Jasmine i postanowiła, że wychowa ją najlepiej, jak potrafi i nie pozwoli, by zamiast niej zrobiła to ulica. Wzięła na siebie dodatkowe obowiązki, nie mając nic. Uprawa małego poletka przy chacie jest jej jedynym zajęciem, które z ledwością jest w stanie zapewnić jej przeżycie. Kilka tygodni temu dostała dwie świnie i zboże od rodziny kończącej pierwszy rok w projekcie. Dla nas niewiele, dla mieszkańców Gourcy to wielki kapitał i wielka radość, tak wielka jak ta, która pojawia się zawsze tam, gdzie rodzi się nadzieja.

CHLEB

Skoro mamy już ziarno z własnej uprawy, które częściowo się sprzedaje, a częściowo leżakuje w przydomowych spichlerzach, postanowiliśmy rozpocząć w Gourcy kolejną inwestycję. W grudniu zaczęła się budowa młyna ufundowanego przez Fundację Dobra Fabryka. Wieść o tym, że ziarno będzie można przetwarzać, została przyjęta z taką radością, że cała społeczność zaangażowała się w budowę. Mężczyźni zajęli się wyrobem pustaków, kobiety przynosiły na teren budowy wodę i przygotowywały dla pracowników posiłki. Dopiero co zainstalowaliśmy maszyny. Młyn działa i mieli dla Gourcy mąkę z prosa, sezamu i orzeszków ziemnych. Czasem z kukurydzy, ale ją uprawia się tu rzadko, bo nie zawsze się udaje. Sahelska strefa klimatyczna nie sprzyja urodzajowi i ściśle dyktuje reguły gry.

Skoro mamy mąkę, co stoi na przeszkodzie, żeby w niedalekiej przyszłości wybudować piec i wypiekać pieczywo? Na północy Burkina Faso pyszny chleb z sezamu wypieka jedna piekarnia, więc mieszkańcy naszej wioski mają szanse na rynek zbytu bez wyścigów z konkurencją. Nasi podopieczni mogliby zarobić więcej niż na sprzedaży wyłącznie mąki, a sami przy okazji skorzystać i częściej jadać pieczywo, które wciąż jest tu rarytasem rangi kawioru. Chcemy kupić też kilka hektarów, ogrodzić teren przed biegającymi wszędzie kozami, wykopać studnie i dać narzędzia kobietom, które chętnie będą uprawiały sezonowy ogródek i dostarczały na rynek warzywa. Bardzo chętna do pracy w ogrodzie jest siedemnastoletnia Rachidatou. W wieku dwóch lat straciła ojca, trzy lata później matkę. Jest zupełnie sama. Od roku opiekuje się podarowanymi jej przez Dobrą Fabrykę czterema baranami. Wtedy po raz pierwszy w życiu dostała coś za darmo. Dziś wspomina ten moment tak: „Całe życie tęsknię za rodzicami, zastanawiam się często, jak to jest ich mieć. W zeszłym roku zrozumiałam, na czym polega rodzicielska miłość, kiedy poznałam Dobrą Fabrykę”.

W Gourcy nie ma praktycznie nic, jedynym i największym bogactwem tej wioski są wspaniali ludzie chcący pracować, potrafiący okazywać wdzięczność i darzący uśmiechem siebie nawzajem i każdego napotkanego gościa. Wśród gotowych do pracy są także kobiety, których kondycja nie pozwala już na pracę na roli. Stąd pomysł, by wynająć parafialną salkę, kupić maszyny do szycia i uczyć je pracy z najbardziej kolorowymi materiałami na świecie. Wspaniałe rzeczy z batiku szyje w odległej stolicy Sydonia. Prowadzi w mieście bardzo popularny butik. Zgodziła się już po rozmowie z nami, by regularnie odwiedzać kobiety z północy, uczyć je szycia toreb, fartuchów, koszul i sukienek. Gdy projekt ruszy, Gourcy może stać się zapleczem produkującym zaopatrzenie dla butiku Sydonii, z pewnością stanie się zapleczem dla działającego przy Dobrej Fabryce internetowego sklepu z afrykańskim rękodziełem Afrykańskiego Targu.

Planów w Gourcy mamy mnóstwo. Wszystkie otwierają nowe, gigantyczne perspektywy rozwoju dla tej małej wioski na prowincji. Wystarczy, że do całej tej maszyny wrzucimy odrobinę dobra na start. Wspaniali, otwarci i chętni do przejmowania kolejnych obowiązków mieszkańcy są gwarancją tego, że to się uda. Miejsce obaw i strachu przed przyszłością już dziś ustępuje w Gourcy systematycznej pracy i wdzięczności, szczerej, choć pozawerbalnej, bo zgodnie z lokalnym przysłowiem, „gdy usta są pełne mąki, nie można nic powiedzieć”.

Wjeżdżając do Ouagadougou po krótkiej wizycie w Gourcy, ma się wrażenie powrotu do świata tętniącego życiem, przedsiębiorczego jak Manhattan, zabieganego i zajętego tym, by jutro było lepsze od dzisiaj. Pierwsze wrażenia z lotniska idą w niepamięć. Sprawdza się zasada, że nie zrozumie się miasta, jeśli najpierw nie zrozumie się wioski. Dopiero po chwili wraca świadomość, że owszem, jest to pragnąca lepszej przyszłości stolica, ale jednak jednego z najbiedniejszych krajów na świecie, w którym prawie połowa mieszkańców żyje za mniej niż dolara dziennie.

Numer 1/2017

Przeczytałeś/aś tekst z numeru 1/2017.

Kup