Zaznacz stronę

Tekst: dr Jan Żabiński

Krab należy do morskich raków. Czytelnicy nasi znają oczywi­ście raka rzecznego, przede wszystkim dlatego, że co zamo­żniejsi widują go od czasu do czasu na talerzu, gdyż mięso z jego szczypiec oraz odwłoka (nazywanego – żeby trudniej było zgadnąć – „szyjką”) jest naprawdę bardzo smaczne. Niektórzy słyszeli jeszcze o po­dobnym do niego, tylko że dużo bardziej pękatym, pozornie bez owej „szyjki”, morskim krabie. W morzach występuje co prawda jeszcze homar, ale – poza wielkością – niemal niczym nie różni się on od raka rzecznego. Aby dać jednak o krabie jakieś wyobrażenie, nie wystarczy określić go wyrazem „rak”, gdyż, niestety, zoologowie termin ten rozszerzyli na olbrzy­mią ilość gatunków, z których sporo należy do planktonu wodnego i go­łym okiem wypatrzyć ich nie sposób. Zostawiam więc na boku raka w sensie zoologicznym, zatrzymam się zaś tylko na wymienionych wyżej trzech nazwach: krab, homar i rak rzeczny.

Wszystkie one stanowią grupę należącą do typu stawonogów, podrzędu dziesięcionogów, która rozpada się na trzy poddziały: długoogonowe (homary i raki rzeczne), średnioogonowe – reprezentowane przez raka pustelnika, no i wreszcie owe krótkoogonowe kraby, które będą boha­terami niniejszej opowieści.

Kraby – podobnie jak inne raki – mają pięć par odnóży, przy czym cztery tylne pary, na których chodzą, są bardzo do siebie podobne, pierwsza na­tomiast para rozrosła się i przystosowała do funkcji chwytnych, przeobra­żając się w charakterystyczne szczypce.

Przypuszczam, że przypominają sobie Państwo jeszcze ze szkoły, że u wszystkich stawonogów wyróżnia się trzy partie ciała: głowę, tułów i od­włok. Raki dziesięcionogie, a wśród nich bohaterowie niniejszej opowie­ści, nie demonstrują, tej cechy zbyt wyraźnie, gdyż głowa wraz z tuło­wiem zrosły się u nich w jedną bryłę, żadnym nawet przewężeniem nie oddzieloną. U kraba zresztą i odwłoka albo „szyjki” też na pierwszy rzut oka wcale nie widać. Poza rzucającym się bowiem w oczy głowotułowiem, spod którego wyrastaja szczypce i osiem nóg chodowych, krab posiada trójkątny, z kilku odcinków składający się odwłok, tylko że podgięty pod głowotułów, tak że nie rzuca się w oczy.

Oczywiście, sumienni systematycy kraby podzielili ni mniej ni więcej aż na jedenaście odrębnych rodzin, ale już nie będę nikomu zaprzątał głowy, gdyż wiem, że Czytelników bardziej zainteresują wiadomości o ży­ciu i zwyczajach omawianych zwierząt, niż o ich pokrewieństwie.

Wśród tak wysoko w systematyce ustawionych zwierząt jak raki, nie moż­na, rzecz jasna, spodziewać się niczego innego jak rozdzielnopłciowości. Rzeczywiście, ani wśród raków rzecznych, ani wśród homarów, ani też wśród omawianych tu krabów nie zdarzają się obojniaki. Samiczki od­różnić łatwo, gdyż mają one dużo szerszą partie ogonową. Ma to dla nich dość istotne znaczenie, gdyż – zwyczajem samic wszystkich raków dziesięcionogich — noszą one ze sobą na spodniej stronie owego odwłoka jaja aż do wylęgnięcia potomstwa. Grudkę tych jaj utrzymują specjalne wyrostki, które nie są niczym innym, jak tylko uwstecznionymi nogami. Stawonogi bowiem posiadają na każdym pierścieniu parę nóg, z nich jed­nak tylko nogi tułowiowe zachowały zdolność do biegania, a nogi z in­nych pierścieni ciała przystosowały się do funkcji najrozmaitszych, cza­sem zgoła nieoczekiwanych, jak na przykład w danym przypadku – do noszenia jaj.

Wypada jeszcze podkreślić, że kraby – w odróżnieniu od raków rzecznych i homarów — nauczyły się używać swoich nóg chodowych znacznie spraw­niej aniżeli tamte dwie grupy. Nie mają one tendencji do poruszania się jak raki stale naprzód (lub w tył) w kierunku podłużnej osi ciała, lecz równie sprawnie biegają w prawo czy w lewo nie przekręcając wcale osi ciała. Krab biega więc z równą szybkością absolutnie w każdym kie­runku.

W tym miejscu u osób bardziej krytycznych może zrodzić się zastrzeżenie, że podobne właściwość musi bardzo obniżać ogólną sprawność zwierzę­cia, gdyż organy zmysłowe dlatego umiejscowione są przecież na przodzie głowy, aby zwierzę mogło zawsze kontrolować, w jakim kierunku zmie­rza i co mu na drodze może zagrażać.

Rzeczywiście, każde inne zwierzę – tylko nie krab – przy podobnie wielo­kierunkowych ruchach mogłoby się narazić na poważne nieprzyjemności, np. na wpadnięcie w paszczę wroga. Pamiętajmy jednak, iż krab okryty jest bardzo grubym pancerzem, który chroni go przed ewentualnymi nie­spodziankami. Ponadto zaś wszystkie raki dziesięcionogie mają oczy osa­dzone na słupkach, które – wspomnę tu nawiasowo – nie są również ni­czym innym jak przekształconą parą odnóży. Toteż oczy te mogą łatwo od­ginać się i obserwować, co się dzieje zarówno po prawej, jak i po lewej stronie zwierzęcia, a nawet prawdopodobnie i z tyłu. A wreszcie pamię­tajmy, że wzrok tylko u kręgowców, a ściślej mówiąc tylko u ludzi i pta­ków, ma dominujące znaczenie w poznawaniu świata. U stawonogów zaś najważniejsze są czułki — jako organy dotyku, ewentualnie węchu. 

Kraby więc nawet przy swoich wielostronnych ruchach nie są zbytnio zagrożone. Oczywiście, mówię tu o małych krabach, nie przekraczających rozmiarami kilku czy kilkunastu centymetrów. Dla porządku jednak pozwólcie, że zapoznam Was z krabem japońskim. Olbrzym ten, gdyby rozłożył wszystkie nogi i płasko opadł na brzuchu, zająłby powierzchnię o średnicy aż dziesięciu metrów.

Taka informacja zmrozi krew w żyłach wielu Czytelników, bo pomyślą sobie, że spotkanie z takim potworem może być straszliwie niebezpieczne dla człowieka zażywającego kąpieli morskiej. Otóż proszę przyjąć do wiadomo­ści, że mimo swego ogromu jest to jedno z bardziej nieporadnych zwie­rząt. Posiada dość nikłe ciało na cienkich, jakby pajęczych odnóżkach. Nawet szczypce na przedniej parze ma stosunkowo znacznie mniejsze niż o tyle drobniejsi jego współbracia. Poza tym zaś łatwo zorientować się, że zwierzę na tak długich i cienkich nogach w ogóle nie jest bardzo sta­bilne, toteż ten japoński krab „wielkolud” porusza się sprawnie tylko przy zupełnie spokojnej wodzie.

Smakoszów chciałbym na zakończenie uprzedzić, że kraby morskie — ze względu na ich wątłe szczypce i maleńki odwłok — nie dostarczą im tych rozkoszy kulinarnych, do jakich przywykli delektując się Ich pobratymca­mi, tj. rakami rzecznymi.

 

Z archiwum „Kontynentów”

opowieść z Kontynentów nr 4 z roku 1968.

Tekst publikujemy bez zmian, pisownia nazw własnych zgodna z zasadami wówczas obowiązującymi