Zaznacz stronę

Tekst: Jerzy Bralczyk;

Z jednej strony – przeszkoda, z drugiej – miejsce przejścia w inną, wyższą jakość. Z jednej – granica, do której lepiej się nie zbliżać, z drugiej – początek. Próg możliwości, wrażliwości, dorosłości. Do przekraczania i do osiągania. Jak kto osiągnie próg, już dalej iść nie może, to już takie maksimum. I dobre to, i złe – osiągnął próg możliwości mówimy o kimś, po kim już niczego więcej się nie spodziewamy.  Ale przecież mówimy też, że można próg przekroczyć. Ale to wtedy, gdy nie myślimy o osiąganiu. Można przekroczyć wtedy, gdy się go nie osiągnęło. I znów – różnie bywa. Lepiej nie przekraczać progu kompetencji.

Ta ambiwalencja progu w pewnym sensie jest naturalna, jeśli wziąć pod uwagę jego graniczność. Wyobrażenia progu są jednak nieco inne od wyobrażenia granicy – w granicy postrzegamy częściej jej limitatywność, progowi przypisujemy w większym stopniu dwustronność. To może na przykład prowadzić do trochę paradoksalnego ujęcia progu świadomości – jesteśmy świadomi podprogowości, jako czegoś nieuświadamialnego. Pod progiem bywa to, co nieznane. Krasnoludki mieszkają pod progiem.

I naturalne są „progowe” opozycje, najczęściej mające charakter przestrzenny, ale, jak to bywa, zatrącające o czas.

Są więc progi rodzinne, które się często opuszcza, a potem można je, zwykle z radością, witać. A kiedy się je rzuca czy porzuca, perspektywa powitania nie jawi się jako prawdopodobna. I progi cudze, które się wyciera, co przykre. Bywa to zarówno próg pojedynczy, jak też, użyty też w pojedynczym odniesieniu, próg w liczbie mnogiej: progi. Takie progi mogą być wysokie, wtedy dla wielu za wysokie, albo przeciwnie, niskie. Skromność, jakże często fałszywa, każe mówić o własnych niskich, nawet gdy się w nie zaprasza, i cudzych wysokich, którymi dobrze się certować i wymawiać.

Posiadanie progu daje gospodarzowi szczególne poczucie własności i rządności: mogę nie puścić za swój próg kogoś, co do którego się postanowiło, że nie przekroczy mojego progu. Przywołać próg, a czasem pokazać próg może gospodarz niegościnny – Rejent w „Zemście” grozi: „bo się poznasz z moim progiem”, ale i ten, kto przypomni sobie obowiązki gościnności

– Cześnik w tej samej „Zemście” mówi: „skoro wstąpił w progi moje, włos mu z głowy spaść nie może”. W każdym razie świadomość własności progu daje moc, są tacy, co twierdzą: „twierdzą nam będzie każdy próg”.

Z drugiej strony taki próg może mnie ograniczać – wtedy nie tylko nie wychodzę, ale nawet nie wychylam nosa (!) za próg. Kiedy znajduję się za progiem, nie przestąpiłem go jeszcze lub już zostałem wyrzucony za próg. Lepiej byłoby być u progu lub tuż za progiem, wtedy bywa to dynamiczne. Za takim progiem może mnie wiele czekać, a ja mogę stać u progu… Czego? Bywa różnie: i kariery, i nędzy, i fortuny, i upadku. Te wszystkie rzeczy mają swoje progi. Ale jak się stoi u progu czegoś, to często ten czasownik oddaje pewną statyczność. W przypadku kariery – może zbyteczną, w przypadku upadku – odwrotnie. I chyba lepiej samemu stać u progu, czy nawet przed progiem, niż gdyby to coś stało za progiem. Lepiej, gdy to od nas, choćby trochę, zależy przekroczenie. A jak co złe, to za takim progiem może się nawet czaić czy wręcz czyhać.

Nawet życie ma swój próg. I wtedy najwyraźniej widzimy, że próg to jednak początek. I właściwie jak kto stoi u progu śmierci, to też ta śmierć się dla niego zaczyna.

Ładny mi początek.

 

Numer 2/2017

Przeczytałeś/aś tekst z numeru 2/2017.

Kup