Zaznacz stronę

Tekst: Jarosław Ziółkowski;

Pociąg nabierał prędkości powoli, ale pasażerowie i tak byli wystraszeni – większość po raz pierwszy w życiu jechała koleją. Przez otwarte okna do przedziałów wpadało gorące powietrze, a z nim sadza z komina lokomotywy. 570 mieszkańców angielskiego Leicester miarowo strzepywało ją ze swoich najlepszych ubrań. Biada tym, którzy robili to nieostrożnie – na białych koszulach i koronkach sukienek zostawały ślady, których nie sposób było się pozbyć już do końca wycieczki

W uszach podróżnych jeszcze długo po odjeździe grzmiały wiwaty. Co dziesiąty mieszkaniec 40-tysięcznego miasta przybył tego poranka na stację, by zobaczyć szczęśliwych wybrańców. Za odjeżdżającą maszyną machali chusteczkami, pozdrawiali wychylających się z okien znajomych, zazdrosnym okiem spoglądali na nowoczesną bryłę lokomotywy. Kilku urwisów jeszcze długo biegło za odjeżdżającym z wolna pociągiem, strojąc głupie miny i wywalając języki.
W wagonach trwał nie mniejszy rozgardiasz. Zapobiegliwi wycieczkowicze szukali miejsca dla piknikowych koszy, co wrażliwsi próbowali zamienić się z innymi na miejsce, kiedy okazało się, że nie mogą jechać tyłem do kierunku jazdy. Nim zdążyli się obejrzeć, krajobraz za oknem zmienił się diametralnie. Przemysłowe dzielnice Leicester – ceglane wielorodzinne domy i kominy fabryk – ustąpiły miejsca polom angielskich East Midlands. Zieleń za oknem z wolna zaczęła łagodzić niepokój nieznanego, a pasażerowie wreszcie mogli rozsiąść się na tyle wygodnie, na ile pozwalały drewniane, świeżo przykręcone ławki. Przed nimi była długa droga. Jechali do Loughborough. Z Leicester to niemal 18 kilometrów.

Zbawienie w pakiecie
Jeszcze nikt tego nie wie, ale trwa właśnie jedna z najważniejszych wycieczek w dziejach świata. Oto 5 lipca 1841 roku, w Anglii epoki rewolucji przemysłowej, rodzi się turysta all-inclusive, a wraz z nim powstaje firma turystyczna, która do dziś zajmuje pozycję lidera światowego rynku. A wszystko to za sprawą jednego człowieka. Założycielem firmy i organizatorem owej kolejowej wycieczki jest szerzej nieznany, skromny, łysiejący mężczyzna, trochę po trzydziestce. W życiu zdążył być już ogrodnikiem, pomocnikiem stolarza, a nawet duchownym Kościoła baptystów. Póki co nic nie zapowiada, że umrze jako milioner, ale Thomas Cook i tak wyróżnia się pośród swoich współczesnych. Jego oczy rozpala płomień krucjaty przeciw złu wiktoriańskiej Anglii. Thomas zna przyczynę otaczającego go zepsucia – jest nim oczywiście alkohol.
Cook nie pije już od piętnastu lat, ale teraz chce od moralnej zagłady uchronić też innych. Pamiętnego lipcowego dnia zapełnia pociąg 570 mieszkańcami Leicester, którzy u celu podróży mają wziąć udział w dużym spotkaniu British Association
for the Promotion of Temperence (Brytyjskiego Towarzystwa Promocji Abstynencji). Towarzystwo powstało ledwie sześć lat wcześniej, a już cieszyło się szeroką sławą w całej Wielkiej Brytanii. W czasach, kiedy alkohol uznawany był za podstawowy produkt żywnościowy, twórcy organizacji przekonywali o jego szkodliwości dla zdrowia, więzi rodzinnych i społecznych.
Cook do końca życia twierdził, że organizując pierwszy wyjazd, kierował się przede wszystkim tym charytatywnym wezwaniem, a samo przedsięwzięcie miało charakter non profit. Wielu spośród pasażerów wycieczki z Leicester do Loughborough jeszcze przed odjazdem złożyło ślubowanie, że do końca życia nie wezmą do ust żadnego trunku. Organizator przedsięwzięcia był dzieckiem swojej epoki – wierzył, że świat można zmieniać na przemysłową skalę.
Przy okazji jednak Thomas położył podwaliny pod model biznesowy, z którego do dziś korzysta cały przemysł turystyczny na świecie. Stworzył branżę, która generuje dziesięć procent globalnego produktu brutto i zatrudnia co jedenastą osobę na świecie. Już jego pierwsza wycieczka miała charakter pakietowy, lub jak kto woli – all-inclusive. Bilet przejazdu kosztował 1 szylinga – co nie było wcale małą sumą. Przeciętne tygodniowe wynagrodzenie robotnika w tych czasach wynosiło 15 szylingów i musiało wystarczyć na utrzymanie wieloosobowej rodziny. W cenie mieściła się jednak całkiem bogata oferta. Obok miejsca na przejazd w obie strony turyści mieli zagwarantowany prowiant – bułki, herbatę oraz przewodnik, czyli niewielką książeczkę opisującą trasę, którą napisał i wydrukował sam Cook. Organizator zadbał o wszystko, zadaniem podróżnych było pożytecznie spędzić czas. Tak wyglądał pierwszy w historii turystyczny pakiet.

W 30 lat dookoła świata
Nie umilkły jeszcze dźwięki orkiestry dętej, witającej podróżnych na półmetku podróży w Loughborough, a Thomas Cook w wyobraźni przewoził już kolejne setki i tysiące ludzi między angielskimi miastami. Przez kolejne kilka lat zorganizował wiele przejazdów podobnych do tego pierwszego, zawsze w służbie wyższej idei – promocji abstynencji i zbożnego stylu życia. Ale Cooka napędzała też inna idea – demokratyzacja podróży. W czasach, gdy kolej służyła głównie do transportu węgla, a regularne połączenia pasażerskie nie były jeszcze rozwinięte na skalę masową, Cook pozwolił doświadczyć pierwszej podróży koleją przedstawicielom niższych klas brytyjskiego społeczeństwa.
Pakiet pozostawał słowem kluczem. W czasach kiedy nie istniały środki masowego przekazu, tylko organizator przejazdów turystycznych mógł sobie pozwolić na gromadzenie informacji o cenach przejazdów, hoteli i wyżywienia. Angielskiemu robotnikowi drugiej połowy XIX wieku byłoby nieskończenie trudniej niż nam dzisiaj zorganizować sobie i rodzinie wyjazd nad morze. Pakiet uwalniał go od urlopowych trosk i czynił wypoczynek możliwym.
To, co wydarzyło się później, można przyrównać tylko do nagłego rozbłysku supernowej. Po czterech latach, w 1845 roku, Cook zorganizował pierwszą wycieczkę komercyjną, a niebawem na zlecenie brytyjskiego rządu przewiózł 165 tysięcy ludzi na Wielką Wystawę w Londynie – pierwszą wystawę światową, wydarzenie znane dziś głównie pod nazwą Expo. Wkrótce jego firma turystyczna działała na terenie całej Europy i – co było dla Cooka szczególnie ważne – sięgała aż do Ziemi Świętej. Kulminacją jego działań stała się pierwsza wycieczka dookoła świata w roku 1872. Skok od jednodniowej przejażdżki między Leicester a Loughborough do prawdziwie globalnej firmy turystycznej dokonał się w niewiele ponad 30 lat.

Kapłani czasu wolnego
Współczesna turystyka all-inclusive obchodzi dziś 175. urodziny. Jak to się stało, że jest ona tak potężnym zjawiskiem społecznym? Złożyło się na to kilka czynników. Dwa lata przed pierwszą wycieczką z Leicester do Loughborough William Fox Talbot i Louis Jacques Daguerre zupełnie niezależnie zbudowali aparaty fotograficzne. Wynalazek ten zrewolucjonizował sposób myślenia o świecie. Wyobrażenia budowane przez opowieści i – z rzadka – ryciny, zostały wyparte przez widoki, które od samego początku kusiły i oswajały świat pierwszego pokolenia turystów. Podobnie jak dziś widoki z folderów reklamowych wycieczek, pierwsze zdjęcia oferowały obietnicę tajemniczego, niecodziennego i nieznanego. Budziły oczekiwania i pragnienia, tworzyły popyt na usługi Cooka i jego naśladowców.
W tym samym czasie w niesłychanym tempie powstawać zaczęły nowe trasy kolejowe, coraz szybsze parowce, dalekobieżne autobusy, a z czasem i samoloty. Gdyby nie rozlewająca się na cały świat sieć nowoczesnej komunikacji, turyści masowi co najwyżej masowo zostawaliby w domu. Nowy sposób spędzania wolnego czasu, czyli wyjazd na zorganizowane wakacje, wspierała również w XIX wieku globalna polityka i lokalne prawodawstwo. Imperia kolonialne, które swoim obywatelom ułatwiały podróże na krańce ówczesnego świata, coraz liczniejszej grupie robotników, urzędników i handlowców zapewniać zaczęły płatne urlopy. Po raz pierwszy w dziejach życie mas zaczęło się dzielić na czas pracy i czas wolny. Nagle miliony ludzi zaczęły zadawać sobie pytanie znane dotąd wyłącznie klasom posiadającym – dokąd pojechać na wakacje?
W tym czasie jednak Thomas Cook już dawno wycofał się z prowadzenia firmy. Przejął ją jego syn, z którym od początku nie mógł się on dogadać co do wizji prowadzenia interesów. Ojciec był wizjonerem i filantropem, imperium zbudował niejako przy okazji próby naprawy świata. Syn uważał, że celem firmy jest zarabianie pieniędzy, a nie pomoc biedniejszym czy wspieranie dzieł religijnych – było to jego zdaniem zadanie dla pięknoducha. Wpisując się w założenia rosnącego w siłę nowoczesnego kapitalizmu, Cook syn kumulował kapitał. A turystów miało tylko przybywać.
Dzisiaj firma turystyczna, którą założył Thomas Cook, jest międzynarodową korporacją o złożonej strukturze akcjonariatu. Jej roczne przychody sięgają 8 miliardów dolarów, a każdego roku trzydzieści tysięcy jej pracowników z siedemnastu krajów wysyła na wakacje ponad dwadzieścia milionów turystów. Przez te 175 lat turystyka bardzo się zmieniła – stała się złożonym zjawiskiem kształtującym style życia, demonstrującym pozycję społeczną podróżujących, opowiadającą własną historię o świecie i podziałach społecznych.
Jednocześnie nie zmieniło się niemal nic. Czy tego chcemy, czy nie, nie istnieje „autentyczne” poznawanie świata. Czy jesteśmy backpackerami, czy turystami all-inclusive, w swoich podróżach polegamy na tym, co powiedzieli i zobaczyli inni, podążamy trasami opracowanymi długo wcześniej. Nasze turystyczne doświadczenia, wyobrażenia i emocje zawsze dostajemy w pakiecie. Wszyscy siedzimy wciąż w pociągu z Leicester do Loughborough. Niecierpliwie spoglądamy na zegarek, z ekscytacją przyglądamy się wnętrzu wagonu i chciwie czytamy przewodnik przygotowany przez lekko szalonego, ale w gruncie rzeczy dobrotliwego Thomasa Cooka.

Numer 2/2016

Przeczytałeś/aś tekst z numeru 2/2016.

Kup