Zaznacz stronę

Tekst i zdjęcia: Genowefa Czekała

Łącznie zajmują obszar niewiele większy niż 2 tys. km kw., a liczba ich ludności nie przekracza 70 tys. mieszkańców. Trzy najmniejsze pod względem obszaru i liczby mieszkańców człony federacji Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) – Adżman (259 km kw.), Umm al-Kajwajn (777 km kw.) i Al-Fudżajra (1 165 km kw.) nie posiadają ani ropy naftowej jak Abu Dhabi czy Szardża, ani żyznych i zagospodarowanych ziem rolniczych jak Ras al-Chajma. Piasek, pustynia lub zasolone wybrzeże bez śladu roślinności — to główne elementy pejzażu tych miniaturowych emiratów, których granice wyznaczają więzy poddaństwa i tradycyjnej zależności plemion od źródeł wody i pastwisk…

Zmarły dwa lata temu szejk Muhammad z Al-Fudżajry osobiście rozsądzał rodzinne spory, łagodził zwaśnionych sąsiadów i decydował o małżeństwie swych poddanych. Każdego ranka zbierała się u niego beduińska rada madżlis, składając poddańczy hołd i omawiając bieżące sprawy. Stary władca znał wszystkich z nazwiska, wiedział komu gorzej, komu lepiej się wiodło, ile dochodu przyniosło w danym roku rybołówstwo, a jakie straty zanotowali rolnicy i hodowcy palm daktylowych ze starych plantacji zakładanych setki lat temu.

Przeszłość, czasy bytowania na pustyni, wojny i wojenne podchody, obrona owiec i wielbłądów zagrożonych wyschnięciem studni na trasie wędrówki bydła, krwawe beduińskie wendety, to były dotąd główne sprawy, którymi żyły społeczności tych trzech małych emiratów, które w nieznacznym jeszcze stopniu wciągnięte są w proces przeobrażeń gospodarczych i społecznych. Zbaczając z głównego asfaltowego traktu przecinającego pustynne tereny na zachodnim wybrzeżu Zatoki Arabskiej, można sądzić, że wszystkie te dopiero co widziane wysokościowce, których nie powstydziłby się Nowy Jork, nowoczesne lotniska z lądującymi tam jumbo-jetami, stacje satelitarne zapewniające błyskawiczną łączność z jakimkolwiek punktem na kuli ziemskiej — należą do innego kraju, innej epoki. Przybysza osacza zewsząd ubóstwo i zacofanie, wegetacja koczowników pustyni lub pustka starych rozpadających się miasteczek rybackich.

W roli ubogiego krewnego

Adżman, mały emirat zamieszkały przez potężne ongiś plemię Adżman przybyłe z najstarszych arabskich terenów z głębi półwyspu. Szejk Raszid, leciwy starzec, z białą brodą – wysoki, pełen starczej godności jest traktowany jak prawdziwy patriarcha przez innych emirów federacji, z estymą należną wiekowi. Podczas spotkania władców federacji z okazji uruchomienia pierwszej w emiratach rafinerii ropy naftowej — jemu — obok przewodniczącego ZEA, szejka Zajeda, okazywano najwięcej szacunku i honoru.

W miasteczku Adżman położonym w odległości 15 km od Szardży i otoczonym zewsząd przez ten emirat, na próżno szukam atrybutów blasku siedziby, wystawnego pałacu. Mały, skromny, raczej prowincjonalny dworek nad brzegiem morza w otoczeniu kilku mizernych palm. Przed bramą — dostojny Beduin z bronią. Parę niskich budynków, jakaś niszczejąca forteca pamiętająca czasy piratów, kilka łodzi i sieci rybackie. A jednak dworzanie szejka Raszida z dumą podkreślają, że kiedyś Adżman był wielki i potężny i wodzowie podbitych plemion przybywali do władcy z należnymi hołdami i daninami. Wtedy na piasku — dla podkreślenia wagi ceremonii — rozkładano barwny dywan utkany przez kobiety, po którym przechodzili goście, by formalnościom poddańczym stało się zadość…

Angielscy urzędnicy, którzy ze zrozumiałych względów wyżej stawiali ludy o monarchicznej formie władzy, byli swego czasu pod wrażeniem tych beduińskich ceremonii poddaństwa i emirów traktowali jak władców udzielnych państw, choćby nawet to państwo nie miało nic prócz wybrzeża i łach piasku. Z takimi władcami podpisywano układy o „przyjaźni”; w ich wyniku powstał Oman Traktatowy, dziś Zjednoczone Emiraty Arabskie. Małe plemienne państewka strzegą więc zazdrośnie swej niezależności; a tradycja plemienna przekazuje z pokolenia na pokolenie pamięć o dawnych wizytach angielskich urzędników, którzy szanowali beduińskich książąt pustyni i przybywali, by podpisać te układy.

Prawdę powiedziawszy, symboliczna pensja brytyjska ratowała nie jeden raz rodzinę szejka Adżmanu z opresji i ubóstwa. Ludność emiratu do ostatnich czasów była niewielka — około 4 tys. mieszkańców. Większość z nich zajmowała się rybołówstwem lub budową łodzi. Zawody te zresztą są kontynuowane po dziś dzień. Adżman jest jakby małą potęgą rybacką w Zatoce Arabskiej — ma największą flotę połowową — około 50 jego statków łowiło w całej Zatoce. Emiratowi jak dotąd nie spadła manna z nieba w postaci zasobów ropy naftowej, jak w sąsiedniej Szardży, choć szejk Raszid liczył w skrytości ducha, że próbne wiercenia zakończą się powodzeniem i pewnego dnia obudzi się w nowym wspaniałym pałacu jak jego sąsiedzi.

Życie gospodarcze mikroskopijnego Adżmanu skupia się więc nadal na skromnym pasie morskiego wybrzeża; rybacy naprawiają łodzie, suszą sieci a rankiem można na targu kupić hamura, znakomitą rybę Zatoki. Adżman ma jeszcze dwie oazy w głębi ZEA — na terytorium Szardży — Masfut i Manamę — tam uprawia się trochę warzyw, hoduje palmy daktylowe, i rodzina szejka wyjeżdża na weekend. Budżet władcy Adżmanu został w znacznym stopniu zasilony, z chwilą gdy jedyny urząd pocztowy zaczął w 1961 r. sprzedawać emitowane w Londynie znaczki pocztowe emiratu, będące filatelistycznym kuriozum. Źródło dochodów wyschło jednak 10 lat później – gdy z brytyjskiej inicjatywy powołano do życia Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Od tego momentu skończyły się jednak główne kłopoty finansowe emira i jego wezyra, który winien zapewnić władcy godny jego pozycji standard życia. Emir Abu Dhabi nie zapomina bowiem o ubogich krewniakach, połowę swych ogromnych dochodów z eksploatacji ropy naftowej — a wyniosły one w 1976 r. przeszło 6 mld dolarów — przeznacza na potrzeby federacji.

Powroty rodaków

Tak więc choć Adżmanowi daleko do budowlanego rozmachu sąsiadów — zmienia się i on w szybkim tempie. Fundusze oddane na potrzeby emiratu mają, według zamierzeń przewodniczącego ZEA, zaowocować nowymi drogami, szkołami, klinikami i przychodniami lekarskimi. Finansuje się rozwój rolnictwa, gdzie jest to możliwe, a przede wszystkim rozbudowę floty rybackiej i portu. Pragnie się przyciągnąć do emiratu Adżmańczyków, którzy z nędzy i ubóstwa porzucili rodzinne piaski i wyemigrowali do pracy w innych bogatszych krajach. Niektórzy wracają potem z uciułanym groszem — po drogach ZEA krąży co trzeci, czwarty wóz z rejestracją Adżmanu. Stwarza się duże możliwości rozwoju arabskim spółkom, bankom, udziela kredytów, ułatwia zawieranie kontraktów z zagranicznymi firmami. Efekt tych wysiłków jest taki, że w Adżmanie w okresie pięciolecia istnienia federacji ZEA sześciokrotnie wzrosła liczba mieszkańców (do 24 tys.), powstało kilka filii arabskich i zagranicznych banków, a rybackie chaty-barasti zaczynają i tu ustępować miejsca nowym domom z betonu i stali. W przyszłości powstanie miasto — na razie istniejące tylko na mapie planistów. Mówi się o rozwoju kopalnictwa — Adżman posiada bogate złoża marmuru, nietknięte od czasów starożytnych, a na marmur istnieje duże zapotrzebowanie w tym rejonie, który ma problemy z nadwyżką pieniędzy.

Przychylny Adżmanowi władca Abu Dhabi popiera plany dalszej modernizacji małego emiratu. Przystępuje się do budowy rafinerii ropy naftowej doprowadzanej rurociągiem z Abu Dhabi, przerabiającej 200 tys. baryłek dziennie. Będzie ona własnością władz federacji, w której Abu Dhabi ma głos decydujący. Popierając modernizację małych emiratów, szejk Zajed pragnie stworzyć z nich przeciwwagę dla głównego rywala federacji — bogatego i zbyt niezależnego — zdaniem niektórych — emiratu Dubaju.

„Kasyno Umm al-Kajwajn”

Inny mały emirat nad brzegiem Zatoki Arabskiej także liczy niecierpliwie na swą wielką szansę — odkrycie ropy naftowej. Wśród gór lotnego piasku, stanowiących jak dotąd największe bogactwo emiratu, prowadzone są intensywne poszukiwania. Pustynia podchodzi niemal pod sam brzeg morza i od najdawniejszych czasów głównym zajęciem poddanych emira Umm al-Kajwajn (co znaczy „Matka Kajwajn”) był oprócz piractwa — połów pereł. Nad niebieskim zalewem morza prażą się w słońcu rybackie barasti i nieliczne piętrowe budyneczki o lekkiej konstrukcji, typowe dla starego budownictwa miejskiego tego rejonu. Mieszkańcy żyją z darów morza — spożywają ryby, a części połowów w suszonej postaci wysyłają w głąb Arabii. Umm al-Kajwajn to drugi obok Abu Dhabi emirat federacji zajmujący powierzchnię w jednym obszarze, nie podzieloną na części. Jest to właściwie prostokąt piasku nad Zatoką, ciągnący się od granic Szardży do Ras al-Chajmy z jedną oazą Falah Ibn Mualla, gdzie hoduje się palmy daktylowe. Życie codzienne emira nie różniło się w tych Warunkach od żywotu jego poddanych, prowadzących nędzną wegetację wśród piasków pustyni.

Dziś Umm al-Kajwajn przeżywa okres zmian. Nie tylko dlatego, że filantropijny szejk Zajed z Abu Dhabi wziął sobie gorąco do serca ubóstwo wszystkich mieszkańców federacji – Umm al-Kajwajn korzysta obok Adżmanu najwięcej z pomocy. Nafty wprawdzie jak dotąd jeszcze się nie wydobywa, ale emirat ma inne atuty. W dzisiejszym modernizującym się świecie nie do pogardzenia są piękne, białe plaże, uroki morza. A i klimat także nie jest tu najgorszy, przynajmniej w pewnym okresie roku. Projektuje się więc budowę kąpieliska nad brzegiem morza, w oczekiwaniu na turystyczny boom. Chętnych do korzystania — z obszaru samej tylko federacji ZEA — nie brakuje. Powstało już „Kasyno Umm al-Kajwajn” i wcale nieźle prosperuje. Jest to jedyne miejsce w ZEA, gdzie muzułmanin w diszdaszy może legalnie zakupić alkohol, co prawda po cenie wyższej, ale właśnie narzut handlowy jest znacznym źródłem dochodu emiratu. Bo choć alkohol bywa zakazany przez religię… kupujących coraz więcej…

 

Autostrada Oman — Europa

Z kręgu zacofania wychodzi jeszcze jeden emirat, ubogi krewny bogatych — Al-Fudżajra. Położony najdalej od stolicy federacji, nie nad Zatoką Arabską a Omańską, otoczony zewsząd terytorium Omanu, znajdował się przez lata w nie wyjaśnionej sytuacji prawnej — nawet władze brytyjskie nie wiedziały jak traktować tę część Omanu Traktatowego — czy jako oddzielny emirat, czy też jako część któregoś z sąsiednich szejkatów. Dopiero w 1952 r. na mapie Omanu Traktatowego pojawiła się nazwa Fudżajry — pochodzi ona od strumienia górskiego spływającego z gór Omanu.

Arabskie plemiona Al-Fudżajry położonej na tzw. wybrzeżu Batina, odseparowane górami od ludów znad Zatoki Arabskiej, pędzą nadal jak przed wiekami swój koczowniczy żywot lub zajmują się — w niektórych miejscach — uprawą ziemi. Fudżajra ma własne zasoby wody i niemałe rezerwy żyznych ziem rolniczych, gospodarczo jeszcze nieużytecznych. Obok Ras al-Chajmy spichlerzem federacji może być Al-Fudżajra. Jej klimat jest łagodniejszy i przyjemniejszy niż w emiratach położonych nad Zatoką Arabską. Towarzystwa turystyczne snują w związku z tym pewne plany. Al-Fudżajra ma bowiem do sprzedania piękno zielonych równin na wybrzeżu Batina z widokiem na majestatyczne góry Hodżaru. Beduini Al-Fudżajry mają więcej w istocie wspólnego z Omańczykami niż kupcami Dubaju. Hodują w swych ogrodach palmy daktylowe, tytoń a ponadto z umiłowaniem oddają się żegludze — ich statki kursujące z kierunkiem prądów monsunowych znane są i na wodach arabskich, indyjskich i afrykańskich.

Jadę doskonałą asfaltową drogą w głąb emiratu. Jest to trasa szybkiego ruchu — fragment autostrady, która po ukończeniu i modernizacji niektórych odcinków (m. in. w Katarze) – połączy Oman z Europą. Będzie to właściwie koniec izolacji tego pasa arabskiej ziemi. Zwolennikiem modernizacji jest młody i energiczny władca emiratu, szejk Hamad, który ma za sobą studia na jednej z angielskich uczelni. Przewodniczący federacji, szejk Zajed stawia zresztą na młodych w ZEA. Szejk Hamad jest znanym zwolennikiem ściślejszej integracji członków federacji. Za przykładem Szardży i on również zrezygnował z dotychczasowej flagi emiratu i przyjął trójkolorowy sztandar federacji.

Federacja nie bardzo sfederalizowana

Dotykamy niesłychanie drażliwego problemu istnienia federacji — wzajemnych zależności i prerogatyw władzy centralnej. Siedem emiratów — to w istocie siedem odrębnych partnerów o własnej historii, tradycji. Wiadomo — kto daje, wymaga, ale kto bierze — ma sporo kompleksów, waha się, szuka różnych uników, „kombinuje”, nie chce popaść w zależność. Konstytucja Zjednoczonych Emiratów Arabskich przewidywała, że w okresie pięciu przejściowych lat dojdzie do stopniowej unifikacji władzy, przekazania pewnych spraw władzom federalnym, innych — autonomicznym rządom emiratów. Federacji miały w zasadzie podlegać sprawy polityki zagranicznej, obrony, wojska, policji, niektóre problemy gospodarki. Okazało się jednak pod koniec 1976 r., kiedy minęło przewidziane pięciolecie, że wiele organów władzy federalnej jeszcze nie zostało zorganizowane lub nie przejawiało żadnej działalności. Wojsko i policja pozostaje nadal w gestii każdego z emiratów i każdy z nich, zwłaszcza te bogatsze, prowadzą własną politykę gospodarczą. Nie od rzeczy będzie dodać, że nawet uboższe emiraty, korzystające z pomocy federacji, marzą o własnej nafcie i nie palą się do rezygnacji z atrybutów samodzielności, których pewnego dnia, gdy tryśme np. bogactwo — nie będzie można odzyskać…

W tych warunkach zaznacza się nawet swoisty wyścig o to, kto więcej zbuduje, kto będzie miał większy port lub nowocześniejsze lotnisko. Państewko liczące 680 tys. mieszkańców o obszarze równym mniej więcej Austrii ma aż cztery supernowoczesne lotniska. W tej sytuacji mówiono nawet o kryzysie federalizmu. Został on pod koniec 1976 r. przezwyciężony, jednocześnie na dalsze pięć lat przedłużono okres przejściowy celem lepszego przygotowania unifikacji emiratów. Czy jednak kryzys nie pojawi się znów na politycznej widowni?

A na razie trwa w emiratach boom budowlany i ogromny napływ pieniędzy. Ustawy ZEA przewidują, że główne prawo do korzystania z bogactw mają rdzenni obywatele, ale tych jest niewielu. W związku z korzystnymi warunkami lokaty kapitałów wchodzi tu wiele zagranicznych przedsiębiorstw, które muszą być zarejestrowane jako arabskie firmy. Trzeba suto opłacić miejscowego obywatela, by zechciał użyczyć swego nazwiska na założenie firmy. A to daje pole do licznych nadużyć.

Koniec starej Arabii

Napływ pieniędzy szybko dezorganizuje tradycyjne życie arabskich wspólnot nie tylko w Abu Dhabi, ale również Adżmanie i Al-Fudżajrze. Kończy się izolacja tego rejonu — coraz częstszym widokiem obok barasti nad brzegiem morza jest nowy samochód, a na pustyni — nowe domy. Budowa sieci dróg łączących odległe oazy sprawia, że wielbłąd staje się już naprawdę przeszłością, miłą sercu tradycją Beduinów. Bogacą się emiraty, ale wielu szejków traktuje budżet jako swoją własną kiesę. Życie staje się też coraz kosztowniejsze — drożeje ropa naftowa, ale drożeją też dobra sprowadzane ze świata. Coraz kosztowniejsze stają się samochody, domy oraz… żony. Pieniądz wtargnął już zdecydowanie do zapomnianych społeczności dawnego Omanu Traktatowego — żyjących ongiś tylko z tego, czym obdarzyła pustynia lub kapryśne morze, a dziś przeżywających erę „manny z nieba”. Niektórzy mają szczęście…

Z ARCHIWUM „KONTYNENTÓW”

opowieść z Kontynentów nr 3 z roku 1977. 

Tekst publikujemy bez zmian, pisownia nazw własnych zgodna z zasadami wówczas obowiązującymi