Zaznacz stronę

Tekst: Piotr Jagielski (PAP)

„Nasza muzyka pochodzi z Afryki. Została wyrwana z korzeniami i przesadzona w innym miejscu, w Haiti”

Jean-Claude „Sambaton” Dorvil śpiewa, wyje, tańczy, potrząsając rytmicznie dzwonkiem. Wokół niego grają bębny. Występ Haitańczyków z Chouk Bwa Libète nie przypomina zwyczajnego koncertu.

To wydarzenie zarówno muzyczne, jak i taneczne. Czasem nawet religijne – zespół czerpie wprost z korzeni swego kraju, jego religii i obrzędów.

Niedawny koncert w Brukseli niespodziewanie zamienił się w nabożeństwo. „Chcieliśmy pomodlić się wspólnie z naszymi braćmi, zaangażowanymi w rytuał Sourki na Haiti i nawiązać dialog z naszymi braćmi z Kongo. Nasza muzyka pochodzi z Afryki. Została wyrwana z korzeniami i przesadzona w innym miejscu, w Haiti” – tłumaczył mi producent i współpracownik zespołu Michael Wolteche. „W kontekście festiwali muzycznych staramy się jednak skupić na tworzeniu atmosfery święta, zabawy, a także zaprezentować różnorodność rytmów i muzyki haitańskiej” – dodaje, zapowiadając przy okazji występ Chouk Bwa Libète w Warszawie podczas 12. edycji festiwalu Skrzyżowanie Kultur.

Muzycy sięgają do tradycji muzycznych swojej wyspy, także do tańca i elementów haitańskiego kultu vodou. „Część utworów zespołu wywodzi się wprost z  rytuałów religijnych, inne posiadają silną wymowę społeczną, poruszają ważne sprawy. Wyrażamy także nasze przywiązanie do takich wartości jak braterstwo, solidarność i odpowiedzialność” – tłumaczy enigmatycznie, ale z powagą, zdradzającą niezachwianą wiarę.

„Historia muzyki haitańskiej jest ściśle powiązana z historią kraju. Zwłaszcza z handlem niewolnikami. Najważniejszym portem w Afryce był ten w królestwie Dahomeju, leżącym na obszarze dzisiejszego Beninu. Stamtąd niewolnicy płynęli przez ocean do obu Ameryk. Kultura vodou, wywodząca się z tego regionu, rozlała się na kraje Ameryki Północnej i Południowej wraz z niewolnikami. Znalazła dom zarówno w Candomblé w Brazylii, jak i Santerii na Kubie”.

W Ameryce vodou najlepiej przyjęło się na francuskiej ziemi, w Luizjanie. Zwłaszcza w Nowym Orleanie – cywilizacyjnym kotle Ameryki – w którym mieszały się języki, kultury, rytmy i klasy. Na Congo Square dało się słyszeć rytmiczne uderzanie w afrykańskie bębny, w dzielnicy Storyville rodziła się muzyka później nazwana jazzem. Właściwie jazz nie był, jak przyjęło się sądzić, „amerykańską muzyką folkową”.

Był naraz muzyką afrykańską, europejską i karaibską.

Tradycje vodou przetrwały wraz z muzyką; wierzenia, rytuały i niepokoje – stałe przeplatanie się świata żywych ze światem umarłych – dręczyły „ojców” jazzu, Buddy’ego Boldena, Jelly Roll Mortona, Freddiego Kepparda; w późniejszych latach do nowoorleańskiej odmiany vodou nawiązywał często pianista i wokalista Mac Rebennac, lepiej znany jako Dr. John.

Zanim dopłynęło na statkach do Nowego Orleanu, vodou przycumowało w Haiti. „Muzyka haitańska wyróżnia się na tle innych odmian kultury vodou przez to, że Haiti było kolonią, w której panowała największa przemoc” – przekonuje Wolteche. „Większość niewolników nie żyła wystarczająco długo, by mieć dzieci. Z drugiej strony wielki sukces powstania haitańskich niewolników i ich rewolucji z maja 1790 roku stanowi rzadki przykład stworzenia republiki złożonej w stu procentach z byłych niewolników. Elementy vodou są naprawdę proste: to bębny, śpiew i taniec. Bębny przyzywają duchy, które przybywają i wstępują w tancerzy”.

Elementy vodou to także strzępy folkloru afrykańskiego, zmieszane z europejskim, ubarwione dodatkowo mistycyzmem żydowskim, zielarstwem i kabałą. Prawdziwy kulturowy kocioł, muzyka świata.

✖✖✖

Nazwa grupy tłumaczy się jako „pień drzewa wolności”, nawiązanie do słów François Toussainta L’Ouverture’a, przywódcy powstania haitańskich niewolników przeciw ich francuskim panom, przeciw całym rządom kolonialnym.

Po roku walk został pojmany i wysłany do więzienia we Francji (do pacyfikacji powstania znacznie przyczynili się żołnierze z legionów polskich, posłanych na Haiti przez Bonapartego). „Obalając mnie, wycięliście na Santo Domingo jedynie pień drzewa wolności. Szybko odrośnie ono od korzeni, gdyż jest ich wiele i tkwią głęboko” – oznajmił aresztującym go Francuzom.

Właściwie każdy element twórczości Chouk Bwa Libète odnosi się do kultury kreolskiej i afrykańskiego dziedzictwa. Śpiewacy, tancerze i bębniarze z Haiti nie koncentrują się jednak tylko na przeszłości, a ich koncerty to nie rekonstrukcja historycznych obrzędów, cepeliada. Sięgając głęboko do korzeni, zapożyczając niektóre elementy religijnych ceremonii i modlitw, wypowiadają się także na aktualne tematy, poruszają aktualne problemy swego kraju. „Sambaton” śpiewa o polityce i niesprawiedliwości świata, w którym jednych stać na wszystko, innych na nic. Towarzyszą mu bębny i tradycyjne instrumenty z Haiti, jak fer – dzwoneczek przywołujący duchy. Raczej unikają nowoczesnych instrumentów.

Pomysł, by połączyć tradycję ze współczesnością, zakiełkował z latach siedemdziesiątych. Jego wyrazem jest „mizik rasin” – muzyka środka, pogodzenie purystów z modernistami. Do haitańskiego folku dołączyły więc wpływy reggae i popu. „Mizik rasin to zjawisko, które w latach siedemdziesiątych wydobyło na wierzch tradycje vodou, przypomniało o ich centralnym miejscu w kulturze i sztuce Haiti. Miesza instrumenty tradycyjne z tymi wykorzystywanymi do muzyki rockowej czy popu. Najsłynniejszymi przedstawicielami tej szkoły są tacy artyści jak Boukman Eksperyans, RAM, Boukan Ginen czy Rasin Mapou de Azor” – wylicza na palcach Wolteche. Poważnieje i podkreśla: „Na tle tych wykonawców Chouk Bwa Libète przypomina jednak tradycyjną grupę vodou”.

Nikt nie może zarzucić Chouk Bwa Libète podlizywania się zachodniej widowni czy sprzedawania tradycji bogatym białym turystom, jak na Jamajce sprzedaje się Boba Marleya, a na Kubie Che Guevarę – obaj stali się ikonami popkultury. Swoją pierwszą płytę, „Se nou ki lat!”, muzycy z Chouk Bwa Libète nagrali nie w sterylnym i nowoczesnym studiu w Stanach, a na swojej wyspie, w prostej chacie, dochowując wierności zarówno muzyce, jak i otoczeniu, w jakim powstaje. Chouk Bwa Libète to nie tylko zespół, ale artystyczna deklaracja niepodległości, dumy ze swej tradycji.

Wolteche tłumaczy: „Ta muzyka towarzyszy nam przez całe życie, od pierwszego dnia na ziemi aż do ostatniego. Wybrzmiewa w kościołach, na ulicach, dochodzi z otwartych okien domów. Haitańczycy kochają muzykę. Vodou, pieśni kościelne, kompę. Nawet muzykę amerykańską”.

Grupa Chouk Bwa Libète wystąpi w Warszawie 1 października, w ramach 12. edycji festiwalu Skrzyżowanie Kultur. Wcześniej, 27 września, zaplanowano spotkanie „Haitańskie vodou bez tajemnic”, w którym udział wezmą prof. Józef Kwaterko i prof. Leszek Kolankiewicz

Numer 3/2016

Przeczytałeś/aś tekst z numeru 3/2016.

Kup